
Diamenty są kłopotliwe. Trzeba je wydobyć, oszlifować, wycenić, ubezpieczyć i prawdopodobnie mieć do nich jakiś certyfikat. My uprościłyśmy procedurę.
Bierzemy dwie kartki papieru.
Zginamy.
Sklejamy.
Diament.
Geolodzy mogą mieć inne zdanie, ale nie są tutaj stroną postępowania. Ozdoby świąteczne z papieru to zresztą jedyny dział jubilerstwa, w którym największym zagrożeniem dla majątku nie jest kradzież, tylko kubek herbaty.
Można go postawić na półce, powiesić na choince albo komuś podarować. Nie wymaga sejfu, ochrony ani rozmowy z doradcą inwestycyjnym.
Diament z papieru. Jubiler nie będzie potrzebny.
Zamiast jubilera do akcji wchodzą dwa kwadraty papieru 15 × 15 cm i nożyczki. Resztę załatwi geometria.
Kiedyś wiedza o świecie była znacznie ciekawsza.
Pestki po połknięciu rosły w brzuchu.
Kopanie tunelu w piaskownicy mogło skończyć się w Chinach.
A wyjątkowo błyszczący kamień znaleziony pod blokiem był oczywiście diamentem.
Nikt nie robił badań laboratoryjnych. Nie było potrzeby.
Diament trafiał do kieszeni i od tej chwili należał do majątku osobistego.
Potem człowiek dorósł i dowiedział się różnych niepotrzebnych rzeczy. Na przykład, że Chiny są jednak trochę dalej.
Na szczęście ozdoby świąteczne z papieru pozwalają wrócić do dawnych standardów naukowych. Błyszczy? Błyszczy. Ma kształt diamentu? Ma.
Diament.









